duszpasterskie... te... no... jaki im tam... o... ogłoszenia >> czwartek, 14 września 2006 17:47:34
Po pierwsze to szablon będzie na razie taki, dopóki nie zrobię albo nie znajdę czegoś bardziej pasującego. Ponieważ Dorota uświadomiła mnie, że czcionka, którą dumnie i samodzielnie umieściłam w kodzie html'a nie jest na standardowym wyposażeniu win-grozy, i lay lekko powiedziawszy wygląda tragicznie we wszystkich innych przeglądarkach (sic.)
Po drugie to dziękuję Dorocie, że mi powiedziała, żyłabym obie w słodkiej nieświadomości.

Z dnia 16 września:
skasowałam spam, dostawałam już białej gorączki, tych, którzy go zostawiają powinno się palić na stosie
Z dnia 23 września:
nowy szablon, elementy na podstrony mam już przygotowane, problem polega tylko na tym, że efekt jest... hm mało wampirzy
trudno, jak na pierwszą próbę w html, nie jest najgorzej, jakby się pojawiły jakiekolwiek błędy w kodzie, proszę dajcie znać w komentarzach, pozdrawiam
skrypty skończone, ilustracje zawieszone na serwerze, efekt można obejrzeć na każdej podstronie, enjoy


Sugestie? Skoro dotarłeś aż tutaj...
komentarze [17]


Część 9: Kraków 20 XI 1999 Zdobywca i ofiara >> czwartek, 7 września 2006 23:30:59
Wilga przeciągnęła się. W przedpokoju zapaliło się światło, słuchała przez chwilę jak Azu szykuje się do wyjścia. Po chwili trzasnęły drzwi. „Przyzwyczai się – pomyślała – wszystko jeszcze przed nią„ . Przewróciła się na drugi bok i spojrzała na leżącego obok mężczyznę. Oczy miał zamknięte, oddychał miarowo.
- Śpij – powiedziała szeptem.
Podniosła się powoli i zaczęła ubierać.
- Już wychodzisz? – usłyszała jego głos.
- Tak sądziłam, że śpisz nie chciałam cię budzić.
Wstał i podszedł do niej. Położył dłonie na jej ramionach i począł przesuwać je wzdłuż szyji.
- Zostań.
- Nie, muszę wracać – mówiąc to odwróciła się i zaczęła zbierać swoje rzeczy
- Chciałbym, żebyś jednak została..
- Słuchaj...jak ty właściwie masz na imię ?
- Zawsze najpierw zaciągasz facetów do łóżka, a dopiero potem pytasz o imię ? – powiedział zirytowany
- Nie, zwykle nie pytam.
Mężczyzna zwiesił głowę, właśnie zdał sobie sprawę z tego, że tej nocy to nie on był zdobywcą.
- Maciek – odpowiedział wreszcie.
- Dobrze, więc Maciek wyjaśnijmy sobie kwestię. Było fajnie, było. A teraz każde z nas wraca do swojego życia.
- Ale ja.. daj mi chociaż swój numer telefonu
- Nie, muszę już iść – spojrzała nerwowo na zegarek, do świtu została jej godzina
- To weź mój, może się namyślisz jednak... – mówiąc to zapisał kilka cyfr na skrawku papieru i podał jej w drzwiach
- Tak... jasne – włożyła kartkę do torebki – Trzymaj się. – mruknęła obojętnym tonem i wyszła.


Sugestie? Skoro dotarłeś aż tutaj...
komentarze [4]


Część 8: Kraków 20 XI 1999 Polowanie >> piątek, 1 września 2006 00:50:27
Klub "Minotaur"
Czerwony dym unosił się wewnątrz lokalu, wąskimi smugami wpełzał pomiędzy tańczących. Niczym wąż. Ale jedyny Wąż w tym miejscu siedział sobie spokojnie przy stoliku sącząc drinka. Właściwie to nie Wąż a Żmija. Wilga przekładała w palcach parasolkę wydobytą właśnie z Tequilli Sunrise, tatuaże węży na jej przegubach fosforyzowały lekko.
- To możesz mi wreszcie powiedzieć jak poznałaś Edgara ? – zapytała już po raz kolejny tego wieczoru, smukłej brunetki siedzącej naprzeciwko.
- Już ci mówiłam, obudziłam się na ulicy, przejeżdżał tam jakiś facet na motorze, no i mało nie wpadłam mu pod koła, ledwo powłóczyłam nogami – westchnęła. – To był Edgar, zabrał mnie do Fundacji, to właściwie wszystko, nic więcej nie pamiętam. Byłam zakrwawiona, półprzytomna. No jeszcze potem było spotkanie z Rostowem, ale to nie należy do najprzyjemniejszych i wierz mi, że tego akurat wolałabym nie pamiętać
- Wierzę – powiedziała Wilga z pełnym przekonaniem – A co z sygnetem?
- Nie wiem, nie pamiętam – mruknęła spoglądając na jaśniejszy fragment skóry na lewej dłoni. Cała koteria zgodnie milczała na temat tego, że na palcu wampirzycy, którą znalazł Edgar błyszczał rubinowy pierścień z gotyckim „S” wewnątrz. Byli pewni, że ma amnezję i nie pamięta swojego członkostwa w Sabacie, przedstawili ją księciu nie wspominając ani słowem o sygnecie, który wylądował na dnie jednej z szafek Edgara. Bądź, co bądź nawet Wildze, wydawało się barbarzyństwem oddawanie dziewczyny w ręce księcia - szalonego Tzimisce Antitribu. Wilga miała do tego klanu osobistą urazę, w końcu Incivitatus, który zawsze stał o krok bliżej od Galrada był jego członkiem.
- Azu... – Wilga przechyliła się konspiracyjnie, rzadko mówiła do niej pełnym imieniem Azucena, było zbyt dziwaczne – nie możemy tego tak zostawić, co będzie jeżeli ktoś stąd przypomni sobie twoją twarz?
- Ale ja naprawdę nic nie pamiętam... – jęknęła Azucena
- Nie, no tak, to my nie dojdziemy do porozumienia, musisz się zrelaksować – powiedziała oblizując jednoznacznie wargi. – O tam widzę kogoś kto nam pomoże – mówiąc to pociągnęła za sobą Azu w stronę dwóch osiłków, którzy od pół godziny pożerali wzrokiem dwie wampirzyce.
- Szukacie kogoś ? – zapytała zalotnie Wilga udając mała dziewczynkę, która bardzo chce pomóc.
- Chyba już znaleźliśmy – odpowiedział całkiem składnie brunet, chociaż nie podejrzewała go o więcej niż „chodź tu mała”
- Naprawdę ? – dotknęła palcem dolnej wargi i zrobiła wielkie oczy jakby nie miała pojęcia o co mu chodzi. – Azu, ci panowie chyba naprawdę potrzebują naszej pomocy - powiedziała odwracając się do towarzyszki, jej oczy zwęziły się niebezpiecznie, Azu jęknęła w duszy, że tamta znów narozrabia.
- O tak potrzebujemy jak nigdy – ożywił się drugi mężczyzna.
Kilka minut później granatowe BMW mknęło przez ulice Krakowa, z wnętrza wydobywał się jazgot elektronicznej muzyki. Azucena nieprzyzwyczajona to takiego sposobu polowania, i zażenowana całą sytuacją, siedziała cichutko z tyłu, pozwalając Setytce zagrać pierwsze skrzypce.


Sugestie? Skoro dotarłeś aż tutaj...
komentarze [8]


Część 7: Kraków 20 XI 1999 Isan Asfur >> piątek, 1 września 2006 00:19:40
Ocknęła się na kanapie w salonie przykryta kocem.
- Lepsze to niż nic – mruknęła cicho do siebie odsuwając koc, powiodła językiem po wargach wciąż czuła smak jego skóry...i krwi. „Cóż to w pewnym sensie też jest jego łóżko” pomyślała spoglądając na kanapę. Słońce już dawno zaszło, żaluzje były rozsunięte. Spojrzała na podjazd jej samochód stał na swoim miejscu, żółta karoseria błyszczała jeszcze od deszczu, musiało padać cały dzień.
W domu było niemal idealnie cicho, tylko co jakiś czas z kuchni dobiegał plusk wody i brzęczenie naczyń. Poszła za dźwiękiem. Galrad stał przy kuchni próbując rozgryźć jak działa automatyczna zapalarka wbudowana w palnik, Wilga westchnęła głośno i jednym ruchem zapaliła ogień.
- Poradziłbym sobie – mruknął obruszony.
- Zgasić? – zapytała obojętnie
- Niech się pali – spojrzał podejrzliwie na kuchenkę, wszelkie nowinki techniczne przyjmował z opóźnieniem, bardzo dużym opóźnieniem, prawie stuletnim, albo wcale. Postawił na ogniu patelnię z podejrzanie wyglądającą zawartością, zapewne jakimś egipskim specjałem, którego strawienie jest równie skomplikowane jak wymówienie nazwy. Sięgnął po garnek wypełniony wodą. – Zapal mi drugi palnik nie mam ręki.
- Oczywiście – mruknęła nie zapominając złośliwie się uśmiechnąć. Nawet nie skomentował, musiał mieć dobry humor. Usiadł naprzeciw niej, po czym spojrzał przez okno. Wilga oddałaby w tej chwili wszystko, żeby móc wyciągnąć do niego rękę i dotknąć szorstkiej skóry jego dłoni. Odwrócił ku niej wzrok, jakby czytając jej myśli. Było jej obojętne czy to robi i tak, chciałaby żeby wiedział.
- Rostow zabronił wam śledzenia Sulivana i Bauer – powiedział wreszcie – trudno, nie mogę aż tak jawnie występować przeciw jego władzy, zajmiecie się czymś innym dopóki tamta sprawa nie przycichnie – przerwał na moment, żeby zamieszać zawartość patelni – za jakąś godzinę będzie tu Edgar z całą resztą. Wtedy dokładnie wam wyjaśnię o co chodzi. – powoli zaczął wrzucać podsmażoną wołowinę z dodatkami do gotującej się wody, Wilga domyśliła się, że to wołowina jedynie po kolorze. Wyjął z szafki kilka niewielkich słoiczków z przyprawami, suszony czosnek, prażoną cebulę, curry, kardamon, który nazywał z arabskiego hal. Wszystkie te przyprawy były zrobione przez niego, oboje pasjonowali się zielarstwem, rozpoznawała nawet etykiety, które sama zrobiła. Przyglądała się jak powoli i precyzyjnie przyprawia gotujący się wywar. Robił to zwyczajnie, prawie jakby był człowiekiem, prawie nie miał swoich siedmiu tysięcy lat, jakby nigdy nikogo nie zabił, jakby nie rozmawiali teraz o podważaniu władzy księcia, jakby...
- Isan Asfur, chcesz ? - zapytał wyrywając ją z rozmyślań,
- Tak – oboje mieli tą rzadką wśród wampirów możliwość, spożywania normalnego pokarmu, i na pierwszy rzut oka było to jedyne co ich łączyło. Na pierwszy rzut oka rzecz jasna.

_____________________________________________________


Siedziała na fotelu z podkulonymi pod siebie nogami, humor jej się popsuł z chwilą, kiedy wrócił Incivitatus. Zebrali się w salonie. Edgar przyglądał się fotografiom dostarczonym przez Incvitatusa, Toreadorka Trish gapiła się od kilku minut na ten sam obraz, a Azucena nerwowo obgryzała skórki przy palcach starając się nie zwracać niczyjej uwagi. Galrad stał przy wygaszonym kominku i bacznie ich obserwował. Nowym zadaniem okazało się dostarczenie mu obrazów pewnej kobiety. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że ta sama kobieta była malowana na przestrzeni tysięcy lat przez różnych artystów.
- To by było na tyle, chcę te obrazy. Macie ich szukać na aukcjach i u prywatnych kolekcjonerów. Cena mnie nie interesuje, a jak ktoś nie chce podać ceny to go zmuście.
- Zrobimy, co w naszej mocy, ale nie oczekuj cudów – powiedział Edgar, młody Tremere, który był winien Galradowi jakąś bliżej nie sprecyzowaną przysługę.
- Jeżeli cud będzie wam potrzebny to radzę ci użyć tej namiastki prawdziwej Magyji, jaka pozostała w krwi twojego klanu – jego oczy błyszczały kolorem roztopionego złota, Edgar zamilkł. – A na razie żegnam i oczekuję szybkich rezultatów.
Podnieśli się i ruszyli w kierunku wyjścia,
- Azu zaczekaj na mnie – Wilga szepnęła na ucho Gangrelce. – mam do ciebie sprawę.
Wróciła do salonu, Muazib nie ruszył się sprzed kominka.
- Kim Ona właściwie jest ?
- Nie wiem – była pewna, że mówi szczerze – Widziałem ją. Jeden jedyny raz, kiedyś na pustyni, gdy byłem jeszcze człowiekiem, stała przede mną w promieniach słońca, dokładnie taka jak na obrazie. Chcę ją spotkać jeszcze raz.
- Jak sobie życzysz – ukłoniła się i wyszła, pozostawiając go samego z marzeniami.
Azucena czekała.


Sugestie? Skoro dotarłeś aż tutaj...
komentarze [2]


Księga Gości







Autorka

Ulubiony?





2006
czerwiec (4)
lipiec (1)
sierpien (2)
wrzesień (4)
październik (2)
grudzień (2)

2007
luty (2)
kwiecień (1)
maj (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
grudzień (1)

2008
luty (1)






Lay & text : possession
Picture from National Geographic
Brushe:
Ancient Secrets