Część 12: Kraków 27 XI 1999 Cisza przed burzą >> poniedziałek, 18 grudnia 2006 22:38:24
Przepraszam za zwłokę, ale wiszące nade mną "Technologie chemiczne", nie miały zbawiennego wpływu ani na mój czas ani na wenę. Prawdopodobnie jeszcze dziś pojawi się kolejna część. Jako bonus dodam też zdjęcia ilustujące mieszkanie Wilgi.
A tak w ogóle to moje maleństwo, "Renegat" - Magdy Kozak jest już w księgarniach. Dla wszystkich tych, którzy lubią wampiry biegające z uzi albo AK47 zamiast wlekące się w pokrwawionych zwiewnych szatach po ulicach. Świat wykreowany przez Autorkę jest bardzo podobny do Świata Mroku, ale o jego istnieniu p. Magda dowiedziałą się dopiero po publikacji "Nocarza" :P Polecam.
Pozdrawiam
Była zmęczona psychicznie jak jeszcze nigdy dotąd, setki wystaw, mnóstwo papierów do wypełnienia, transakcje, podpisy pod umowami, rozmowy z prywatnymi kolekcjonerami. Udało im się zlokalizować i przejąć zaledwie sześć obrazów. Zdawała sobie sprawę z tego, że to dopiero początek. W dodatku goniec od Rostowa nie pojawił się jak do tej pory. Czuła się więc jakby siedziała na bombie z opóźnionym zapłonem. Głośno westchnęła i zamknęła pokrywę laptopa. Siedzący przed nią Lucek zrobił to samo.
- Nić nie źnalaźłem – uśmiechnął się blado, oczy miał podkrążone, seplenił bardziej niż zwykle. Usiadł na dużym fotelu w rogu pokoju i podkulił nogi pod siebie, po czym przyjął formę roden. Duży biały szczur zwinął się w kłębek i zasnął. Wilga znalazła Lucka niecały rok temu w kanałach. Zabrała go wtedy do domu i okazało się, że jest Ratkinem. Z tego co udało jej się ustalić, była to rasa zmiennoksztaltnych podobna do wilkołaków, jednak zdecydowanie od nich liczniejsza.
Przeciągnęła się starając się napiąć każdy mięsień. Pora się zrelaksować, wyszaleć i coś zjeść. Powoli wstała z miękkiego fotela, i pomaszerowała do kuchni. Drżącymi ze zmęczenia rękoma wybierała perfumy, sukienkę i dodatki. Ostatnie spojrzenie w lustro i będzie gotowa.
- O jasna cholera – mruknęła, i odkręciła pojemnik z soczewkami kontaktowymi. Zakropliła oczy sztucznymi łzami. Założyła zielone szkła, pozwalając im ukryć własne poprzeczne źrenice i intensywnie złotą tęczówkę wypełniającą całe oko.
W przedpokoju otworzyła torebkę... kluczyki, dokumenty, kilka zdjęć, kosmetyki.
- Co ja zrobiłam z okularami przeciwsłonecznymi...
- Weź inne... - mruknął olbrzymi szczur wylegujący się na fotelu.
- Właściwie to masz rację – przeglądając kolekcję okularów wiszącą na drzwiach wyjściowych – poszukaj ich później jeżeli nie masz nic innego do roboty...- powiedziała z przekąsem
Klub nazywał się Minotaur lubiła go, był plątaniną korytarzy, lepiej było się w nim nie rozdzielać, bo można było się już nie znaleźć tej samej nocy. Przymknęła z rozkoszą oczy kiedy tylko weszła do wnętrza. Chłonęła muzykę całą sobą, szybkie elektroniczne brzmienia.
Jacek już od dawna miał zamiar się tam wybrać, podobno dobry klub, można na parę godzin zapomnieć , o rzeczywistości wyciszyć się. Nie przepadał za muzyką elektroniczną ale w takich miejscach to nie miało znaczenia, hałas miejsca zagłuszy hałas umysłu. Od dwóch godzin siedział przy barze, udało mu się nawet poderwać nawet dwie kobiety, obracał w palcach kartki z numerami telefonu, powoli dopijał swoją whisky.
Wilga lekkim krokiem, weszła na parkiet, oczy miała półprzymknięte, czuła ekstazę tego miejsca, nie bała się, że ktoś może ją tu zaatakować, a odwagi dodawał jej chłód sztyletu, który czuła w na łydce otulonej skórą wysokich do kolan zamszowych butów. Powoli spokojnie wybierała ofiarę. znała tu wszystko, tylko ludzie się zmieniali, tylko ofiary każdego dnia były inne, podniecało ją to, czuła zapach ludzi wokół siebie, zapach adrenaliny i krwi...
Odwrócił się za nią, mimowolnie. Niby nie wyróżniała spośród innych bywalców klubu, ale było coś w jej sposobie poruszania, coś co zauważył przypadkiem bardziej instynktownie, szóstym zmysłem, zmysłem garou aniżeli wzrokiem. Poruszała się z gracją drapieżnika. Zmrużył oczy by lepiej ją widzieć w świetle stroboskopów, jakby przystanęła na chwilę zdezorientowana, jakiś facet zbliżył się do niej chwilę tańczyli bardzo blisko położyła mu na chwilę głowę na ramieniu, a kilka chwil później szła już w stronę baru. Mężczyzna stał oniemiały chwilę, właśnie przeżył największy akt rozkoszy, podczas jednego pocałunku, ale o tym Jacek już nie mógł wiedzieć.
Sugestie? Skoro dotarĹeĹ aĹź tutaj...
komentarze [10]
Część 11: Kraków 21 XI 1999 Polecenie >> środa, 6 grudnia 2006 12:21:53
- Przez te wszystkie lata, żyjąc w twoim cieniu nauczyłam się niczemu nie dziwić.
- Tak więc i propozycja Rostowa nie powinna cię zbyt zaskoczyć – jego palce zacisnęły się mocno na jej karku. – Pojedziesz do niego teraz – drugą dłonią wciąż głaskał jej biodro – i grzecznie wysłuchasz tego co ma ci do powiedzenia. Oczywiście zgodzisz się na wszystko co ci powie.
- A jeśli się nie zgodzę? – ból stawał się coraz bardziej nieznośny.
- Nie przyjmuję do wiadomości, że mogłabyś mu odmówić. – uścisk zelżał, znów stał się czuły. – Spiesz się, nie możemy pozwolić, żeby Książe czekał. – jego palce przesunęły się w górę, wzdłuż podbródka, muskając jej wargi. – Spiesz się – powtórzył.
Uwolniła się z uścisku i spojrzała na niego bez słowa. Zsunął okulary przeciwsłoneczne, miał jadowicie żółte tęczówki. Zmierzył ją wzrokiem, pełnym pogardy a potem odwrócił się i poszedł wzdłuż rzeki.
Miała ochotę krzyczeć.
_________________________________________________________
Otworzyła oczy i zamknęła je na powrót. Wypowiedź Rostowa stawała się coraz bardziej monotonna. Meritum sprawy wyjaśnił już godzinę temu, teraz tylko po raz kolejny powtarzał to samo. Czekała spokojnie tak jak kazał jej Galrad, uśmiechając się co jakiś czas do Księcia.
- Uważam, że jako członkini klanu Niezależnego nie będziesz zwracała zbytniej uwagi w Mexico City, rozumiemy się prawda? – Rostow świdrował ją przenikliwym wzrokiem. Wilga już po raz kolejny tego wieczoru pokiwała głową, wyrażając pełne zrozumienie jego słów. – Zależałoby mi również, aby przesyłka pozostała nietknięta, inaczej mogłaby stracić swoje... -zawahał się – ...właściwości.
- Rozumiem – doskonale rozumiała, że jeśli otworzy skrzynię, która stanowi teraz element przetargowy, nie doczeka kolejnej nocy.
- Oczywiście chciałbym cię wynagrodzić za ten trud – kontynuował Rostow. Wytężyła słuch, o kwestii ewentualnych profitów jeszcze nie wspominał – Pan Galrad raczył poddać mi pewną sugestię...-zawiesił głos czekając na jej reakcję.
- Jaką sugestię? – zapytała zastanawiając się jaką politykę teraz uprawia jej mentor.
- Powiedział, że chciałabyś prowadzić własne Elizjum. Oczywiście wiem, że tobie samej byłoby trudno. Postanowiłem, zatem ofiarować ci prawo do dwóch ghuli - Jego spojrzenie przenikało ją na wskroś. Wilga zamarła nie wiedząc co się dzieje. Nagła hojność Księcia nie wskazywała niczego dobrego. – Czy takie warunki ci odpowiadają?
- Tak – wydusiła z siebie całkowicie zaskoczona.
- Zatem czekam na rezultaty. Przyślę do ciebie gońca ze wszystkimi niezbędnymi dokumentami.
- Będę czekać – powiedziała. Powoli uniosła się z krzesła. – Do zobaczenia.
- Mam nadzieję, że wkrótce.
Wyszła na korytarz, dudniło jej w uszach. Dźwięk do złudzenia przypominający tętno, towarzyszył jej aż do wyjścia. Czyżby zadanie było, aż tak trudne, że Rostow oferował jej tyle za jego wykonanie. Czy Galrad po prostu chciał się jej pozbyć, wysyłając do Meksyku? Tak czy inaczej nie było już odwrotu, Jeżeli nie pojedzie zginie, czy to z ręki Rostowa czy Galrada. Jeżeli pojedzie istnieje chodźby nikła szansa, że może się jej uda...
Sugestie? Skoro dotarĹeĹ aĹź tutaj...
komentarze [6]